[PL] Lindsey Stirling - Artemis 🎵
Lindsey Stirling – Artemis (2019)

Skrzypce. Muzyka klasyczna (uwielbiam!)? Nudy? Nic bardziej mylnego! Są na świecie tacy, którzy nawet jeśli powie im się, że nie przechodzą do następnego etapu konkursu, nie poddają się i na własny rachunek podbijają świat. Do nich należy właśnie Lindsey Stirling.
Pamiętam jakby to było dziś – okolice 2013 roku, kiedy to polowałem na jej pierwszy album. Kupiłem z marszu, gdy tylko go znalazłem w jednym ze sklepów z tego typu rzeczami. W 2019 roku byłem już posiadaczem piątego jej albumu, który przedstawię Wam dzisiaj.
Zacznę od tego, że nie jest to muzyka klasyczna. Jest to przede wszystkim muzyka skrzypcowa, bo na tym właśnie instrumencie gra Lindsey Stirling. Jest tam jeszcze oprócz tego mnóstwo elektroniki – a nawet linie wokalne. W tej roli gościnnie Amy Lee i Elle King. Zastanawiacie się może, jak to działa? Odpowiem krótko: wyśmienicie!
Prawie godzinny album zawiera 13 utworów. Cechą charakterystyczną każdego z nich jest to, że nie powstawały one ot tak sobie – każdy z nich, mimo iż w większości są to utwory wyłącznie muzyczne, tj. takie w których artystka operuje wyłącznie dźwiękami instrumentów (ewentualnie tych komputerowych), powstał z jakąś historią w zamyśle. Wydania poprzednich albumów miały dołączone małe książeczki tłumaczące te zamysły. Tym razem zabrakło tego elementu, a szkoda… Pozostaje odwołać się do tytułów oraz teledysków, które pojawiają się na kanale YouTube artystki. Tym razem cały album opowiada pewną jednolitą historię – o stawaniu się i walce światła z ciemnością.
Każdy z utworów coraz to głębiej uświadamiał mi, jak bardzo lubię słuchać pociągnięć smyczka Lindsey Stirling. Wirtuozeria, fantazja, wyobraźnia – to cechy którymi mógłbym je opisać. Ruch, emocje, intensywność doznań… To już nie tylko taniec ze skrzypcami w rękach – to nowa metoda na tworzenie, jak też i ekspresję. Od pierwszego do ostatniego dźwięku Lindsey Stirling trzyma mnie przy głośnikach i nie pozwala odejść. W tym najlepszym tego znaczeniu – bo zostawia swoją muzykę, aby towarzyszyła mi przez resztę dnia, a nawet dłużej. I bardzo się z tego cieszę, bo tak jak sama artystka daje się poznać jako osoba bardzo ciepła, tak i z jej muzyki wylewa się mnóstwo pozytywnej energii.
Jeśli szukacie czegoś oryginalnego, a lubicie przy tej okazji posłuchać dźwięków muzyki elektronicznej – albo zastanawialiście się kiedyś, jak brzmią skrzypce w dzisiejszej muzyce, to Wasze poszukiwania dobiegły właśnie końca! Powiedzieć o tym albumie, że jest to dzieło sztuki – to zdecydowanie za mało. Uwielbiam!
Ocena: Rozmarzyłem się...