Komnata Drzwi 🚪🏃

[PL] Kosmiczny mecz: Nowa era 📽️

Kosmiczny mecz: Nowa era (2021)

Pamiętacie jeszcze Michaela Jordana? Pewnie, kto by o nim nie słyszał… Przynajmniej pokolenie moje czy te starsze. Nawet jeśli nie interesowaliście się koszykówką, to na pewno żyjąc w tych czasach słyszeliście to nazwisko (a jeśli byliście młodsi, to może i mieliście okazję pomylić go z Michaelem Jacksonem ;) ). Był on również bohaterem filmu, w którym to rozgrywając mecz koszykówki miał on za zadanie uratować świat Zwariowanych Melodii. W tym roku do kin weszła kontynuacja, reboot, albo… sam nie wiem. Nowa wersja? Coś w tym guście ;)

Tym razem bohaterem-sportowcem został LeBron James. Powiem tak – jak osoba niemal zupełnie spoza kręgu sportu, jakim jest koszykówka, znam go tylko z nazwiska. Nie mam pojęcia, jakie są jego osiągnięcia. Nie wiem jakich miał konkurentów i tym podobnych rzeczy. Ale zaręczam, film jest po to, żeby się przy nim dobrze bawić – nawet jeśli jest się laikiem takim jak ja ;)

Fabuła przedstawia się następująco: LeBron James osiągnął wiele ciężką pracą. Nie jest zatem zbyt pobłażliwy wobec błędów swoich synów. Chce ich uczyć tego, żeby również ciężko pracowali na swój sukces. „Pewnego razu” jednak zostaje zaproszony do studia Warner Bros – gdzie czeka na niego pewna niespodzianka. Efektem tego musi rozegrać mecz o stawkę podobną do tej z pierwowzoru. A nawet większą…

Tyle może o historii. Inne czasy kręcenia filmu widać na każdym kroku. To co było animowane, stało się komputerowe. A to co było dość porządnym domem głównego bohatera, stało się wielką posiadłością. Wszędzie technologia, pokazy sztucznych ogni i wodospady bajerów. Nawet sam tytułowy mecz stał się… No właśnie. Przybajerzony. Liczba wątków w pewnym momencie stała się dość duża – a ich rozwiązanie przebiegło bardzo szybko. W tym wszystkim zagubiło się chyba to, co najważniejsze w tego typu historii. Jej opowiadanie. Pewne kluczowe kwestie po prostu zostają pokazane, mając wpływ na dalsze decyzje postaci. Mam tu na myśli, że wszystko dzieje się ciut za szybko. Nawet fragment w świecie Zwariowanych Melodii kończy się dość szybko, a szkoda. I nawet jeśli film trwa prawie dwie godziny, to wyszedłem z kina z lekkim niedosytem. Rozumiem przesłanie (trudno go nie rozumieć). Mam jednak wrażenie, że przedstawiono je jak dla dzieci, w filmie ciut dla nich za trudnym. Jakby twórcy nie mogli się zdecydować, dla kogo on jest. Zwracało się na ten przykład uwagę na obecność Pennywise’a na widowni meczu… A zwykłym klaunem to on nie jest… Efekty to jedno. Dobrze, że są. Ale znów, ciut tego za dużo. Moim zdaniem lepiej by było skupić się na części z tego, niż wrzucać historie jak popadnie, składając z nich jeden film. To nie jest serial, ale pełen metraż. Można tu popłynąć w kwestii rozwoju wątków – i tego mi lekko zabrakło.

Ja z kolei popłynąłem w krytyce. Co zatem podobało mi się w Kosmicznym meczu? W gronie wątków pojawiały się też i takie bardzo wartościowe. To na pewno. Same efekty graficzne też stoją tu na bardzo wysokim poziomie. A obecność Zwariowanych Melodii to zawsze dobry pomysł ;)

Wychodząc z kina (wiem, że znów o tym wspominam…) miałem dylemat. Pamiętałem „jedynkę”, nie tak dawno oglądałem ją też na DVD. Wchodziłem więc na seans z nadzieją na dobrą kontynuację. Wspomniane wady sprawiają, że na półce w najbliższej przyszłości postawię figurkę Królika Bugsa – obok tej przedstawiającej tego samego Bugsa z pierwszego Kosmicznego meczu, raczej niż DVD z nowym filmem. Zapamiętam przesłanie, zapamiętam rozwój bohaterów, które to były i które widziałem. Ale czy zapamiętam film? Pewnie tylko jako pewną ciekawostkę – i jako drugą część mojej małej, osobistej legendy z dzieciństwa :)

Ocena końcowa: Ręce w górę, piłka w kosz!

#Filmy #PL