Komnata Drzwi 🚪🏃

[PL] Birdy - Young Heart 🎵

Birdy – Young Heart (2021)

Czy nie macie czasem wrażenia, że świat współczesny pędzi jak oszalały? Nie mieliście przypadkiem ochoty się zatrzymać? Podelektować się chwilą, która płynie? Jeśli tak, to coś mi się wydaje, że najnowsza płyta Birdy jest właśnie dla Was ;)

O Birdy usłyszałem za sprawą – jakże by inaczej – YouTube. Znalazłem tam kilka jej piosnek, np. „Skinny Love”. O ile pierwsza jej wersja była dość powiedziałbym nawet, że dziecinna – to kolejna skradła moje serce. Potem był jeden z moich ulubionych albumów w mojej kolekcji, czyli „Fire Within”. A teraz, w tym roku, stałem się właścicielem jej kolejnego wydawnictwa.

Nie będzie niespodzianką, jeśli powiem, że Birdy śpiewa o miłości. O ile jednak wspomniany „Fire Within” był bardzo energiczny i żywy, to tym razem artystka zaproponowała nam coś zupełnie innego. Będzie tu wiele uspokajających melodii, nie zakrawających jednak na nudę. Że wspomnę o moim ulubionym utworze, „Lighthouse”. Niech przemówią słowa refrenu: „Will you be my lighthouse? / When I call out your name / Show me the way / Will you be my lighthouse? / Will you shine out? / Show me the way”… Piękne, prawda?

Znalazło się tu też miejsce na drugą stronę, tę mroczniejszą – np. w piosnce „Loneliness” Birdy jako bohaterka liryczna śpiewa o tym, że śni o samotności, bo jest w związku, przez który cierpi. Głos artystki jest w obu tych przypadkach tak miły dla ucha, że w zasadzie musiałem przeczytać słowa, bo myślałem że ta druga również jest o szczęściu, a nie o jego szukaniu w samotności... Nie przytoczę tu oczywiście wszystkich wątków, jakie pojawiają się w jej piosenkach. Co mogę powiedzieć, to że za każdym razem, gdy słyszę ją z głośników, moje serce zaczyna się kołysać w rytm jej głosu. To wielkie wyróżnienie :)

Do zalet albumu należy również jego długość – to aż 14 pełnowartościowych piosnek, intro i „przerywnik”. Naprawdę, jest w czym wybierać! Zwłaszcza, że całość trwa prawie godzinę. Lubię gdy muzycy szanują mój czas spędzony przy ich twórczości. Nie mam tu na myśli, że zapłaciłem za tę płytę – ale że słuchanie jej sprawia mi niezwykłą przyjemność. Źle bym się czuł musząc słuchać tego samego zbyt wiele razy – nawet jeśli płyta ta spędziła w moim napędzie ładne dwa tygodnie, a może i więcej. Lubię też, gdy za ilością idzie jakość. A tu, jak najbardziej – jest i jedno, i drugie :)

Nawet mimo iż nie są to już klimaty znane mi i tak przeze mnie lubiane z poprzedniego albumu Birdy („Light Me Up!”), to płyta ta znalazła szczególne miejsce w mojej kolekcji. Muzyka na niej jest spokojna, cicha, dobra nie tylko na wieczór po ciężkim dniu pracy. I przede wszystkim nie ma w niej epatowania brakiem zasad moralnych. A mimo iż z okładki Birdy śmieje się zasłaniając przy tym usta, to możemy – my jako odbiorcy jej dzieła – uśmiechać się do niej bez takiego skrępowania. Bo to, co zrobiła, jest tego po prostu warte :)

Ocena końcowa: I have to say goodbye for now / It doesn't mean that I don't love you anymore

#Muzyka #PL